"To już ostatnie sekundy były". Dziewczynka spadła z piątego piętra. Mrożące krew w żyłach nagranie [WIDEO, ZDJĘCIA]

2026-08-10 13:44

Pan Grzegorz szedł do garażu, gdy usłyszał krzyki. Spojrzał w stronę bloku i zobaczył małą dziewczynkę znajdującą się po zewnętrznej stronie balkonowej barierki na piątym piętrze. Chwilę później razem z dwoma innymi mężczyznami trzymał rozłożony koc. To właśnie na niego spadła 4-latka. Dziecko trafiło do szpitala w Białymstoku.

  • 4-latka wypadła z balkonu na piątym piętrze w Łomży.
  • Trzech mężczyzn rozłożyło pod balkonem koc.
  • Dziewczynka jest poobijana, ale jej stan jest dobry.

- Ja szedłem do garażu tam na rogu i słyszałem krzyki. Zacząłem się rozglądać i zobaczyłem to dziecko po barierce chodzące. Więc podbiegłem pod blok. Zacząłem krzyczeć do niego, żeby zeszło. [...] Ona w ogóle nie reagowała. Raz z jednej strony barierki się zwieszała, raz z drugiej. No i w końcu przebiegł ten pan z kocem. Wskoczyliśmy tam na dole. Taki balkon stojący jest szerszy. We trzech jeszcze czwartego wołałem. No niestety, jakoś nikt nie podszedł. Rozłożyliśmy ten koc, spojrzałem w górę. Ona akurat się przesunęła na ten drugi róg, bo to narożne. Tylko zdążyliśmy się przesunąć i ona już w tej chwili spadła. Także tak, to już ostatnie sekundy były tam - relacjonuje pan Grzegorz.

Trzech mężczyzn rozłożyło koc. 4-latka spadła z piątego piętra

Do dramatycznego zdarzenia doszło w niedzielę w Łomży. 4-letnia dziewczynka wypadła z balkonu mieszkania znajdującego się na piątym piętrze. Na dole znajdowali się mężczyźni, którzy rozłożyli koc i próbowali w ten sposób zamortyzować upadek dziecka.

Koc trzymało trzech mężczyzn. Pan Grzegorz próbował jeszcze wezwać do pomocy kolejną osobę. - Też wolałem, żeby ktoś czwarty podszedł, że ten koc mocniej naciągnąć, to już nikt się nie pojawił, czy nie chciał, czy się bał. Chociaż tam już ludzi coraz więcej się schodziło. Tak kiedyś w pogotowiu pracowałem, to różne przypadki się widziało - kontynuuje mężczyzna.

Mężczyzna przyznaje również, że wcześniej kojarzył dziewczynkę i jej ojca. - Trochę tam z widzenia tego ojca znam. Z tym dzieckiem to przychodził do sklepu. Znaczy najpierw nie wiedziałem, kto to jest. Dopiero jak ta dziewczynka już spadła, to poznałem, że to ona - tłumaczy pan Grzegorz.

Lekarze o stanie 4-latki. „Ich szybka i zdecydowana reakcja mogła mieć kluczowe znaczenie”

Dziewczynka po upadku została przewieziona do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Jej stan jest dobry. Dziecko jest poobijane, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Nadal pozostaje jednak pod obserwacją lekarzy.

Medycy zwracają uwagę na błyskawiczną reakcję osób znajdujących się przed budynkiem.

- Dziecko pozostaje w szpitalu na obserwacji. Jego stan jest obecnie dobry. Dziewczynka jest wprawdzie poobijana, natomiast nie zagraża to jej życiu. Jak wynika ze wstępnych informacji, w chwili zdarzenia sąsiedzi zareagowali natychmiast, rozwijając koc, który zamortyzował upadek dziecka. Ich szybka i zdecydowana reakcja mogła mieć kluczowe znaczenie dla życia i zdrowia - powiedziała Radiu Eska Aneta Łukowska z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

Matka 4-latki miała 0,7 promila alkoholu

W czasie, gdy rozgrywał się dramat, w mieszkaniu znajdowała się matka dziewczynki. 27-latka spała. Badanie wykazało, że miała 0,7 promila alkoholu w organizmie.

Kobieta ma dziś odpowiedzieć na pytania śledczych. Najprawdopodobniej usłyszy zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Wypadek na budowie hotelu. Dwóch pracowników spadło z 18. piętra